www.kukowka.pl

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Fotorelacja z warsztatów Mydlarskich 2013

To był wyjątkowy kurs, prosicie mnie o zdjęcia, więc po prostu zajmę się zamieszczeniem zdjęć a wy dopiszcie resztę:)
Z pozdrowieniami dla przesympatycznej grupy mydlarek, oto fotorelacja:



Cóż to była za radość, gdy okazało się, że udały się nawet najśmielsze wzory.... jak widać, gdy się kto uprze... ;)


Kuncwoty, nie były wcale zainteresowane plotkami o kosmetykach, ani nawet wykładami Joanny. Wystarczy jednak spojrzeć na nie i wiadomo, że nikt nie miał im za złe tej ignorancji.





Po piątkowych wykładach, podekscytowane zabrałyśmy się do pracy w sobotni poranek.



Z NaOh nie ma żartów, wyposażone w odpowiedni sprzęt ochronny, pod bacznym okiem Joanny stawiamy pierwsze kroki



Po kilku chwilach jak widać, pełne rozluźnienie, wystarczy spojrzeć na Arkę, no wygląda jakby sobie tam kisiel kręciła w tym garnku, czyż nie....



Tak, część z dodawaniem kolorów, glinek, ziół i zapachów pominęłam. Ba, chyba nawet nie mam zdjęć z tej części, bo to był kompletny zawrót głowy. A czego tam nie było; jedwab, glinki, płatki owsiane i wszystkie zapachy świata.
 Powyżej więc już lanie emulsji do forem. Jak tylko widać "track" zaraz szybko rozlewamy.


Robimy pierwszy krem. To był także mój pierwszy raz a teraz... krem robię co dwa tygodnie i wciąż mam mnóstwo pomysłów.



był czas na rozmowy. Joanna zagadywała naszą Lenkę.



A Po pracy oczywiście pora relaksu... To była naprawdę szalona kąpiel:)



Nasze mydełka oczywiście nie były jeszcze gotowe. Mimo, że wyglądały pięknie, to przecież muszą dojrzewać nawet 4-6 tygodni. Tu testowałyśmy mydła Joasi.


Okrągłe




Zestawy startowe we wrzosowych pudełkach. Do kupienia  w naszym sklepiku a w środku; masło Shea, masło kokosowe, olej palmowy, olej rycynowy, jedwab i oczywiście NaOH.





A szał pakowania sprawił, że dziewczyny zapomniały nawet zdjąć rękawiczki po robieniu kul musujących




No i wymianki, wymianki, wymianki.....












 No i kule musujące, jak kolorowe cukierki na prezenty.... bawiłyśmy się oczywiście jak dzieci.



















Pierwsze warsztaty żądzą się swoimi prawami, każda więc prócz balsamu do ust, kremu i kuli musującej zrobiła kilogram mydła!!! To ogromna frajda, zważywszy, że w mydlarni jedna kosteczka kosztuje powyżej 10 zł.

To był cudowny czas, również dla mnie, za co bardzo wam dziękuję dziewczyny.
Mam już mnóstwo pomysłów na kolejne spotkanie.
Do zobaczenia w Kukówce

wtorek, 23 kwietnia 2013


Jedyne w Polsce takie warsztaty










Cóż może być przyjemniejszego od spędzenia czasu na tworzeniu własnego kosmetyku, w pięknym miejscu wśród przyrody i w towarzystwie innych kobiet. Choć tak naprawdę mydlarstwo, to męska profesja, czego dowodzi większość filmów o wytwarzaniu mydła aleppo. Zapraszamy więc także panów.







niedziela, 24 marca 2013

wiosna?

 Wiem, wiem, że wszyscy mamy wątpliwości, czy wiosna aby na pewno nie zapomniała o nas i nie przeszła gdzieś bokiem. Chciałabym jednak zapewnić, że w ogródku widziałam nornicę a pod śniegiem kiełkują hiacynty. Te na parapecie to niestety kupne, szwedzkie;) ale i tak cieszą.
Nie o tym jednak, nie o tym. Otóż dumna jestem z moich już prawie dwu miesięcznych serków holenderskich, które z powodu problemu z uzyskaniem odpowiedniej wilgotności (powinno być przynajmniej 80%) tym razem postanowiłam zabezpieczyć woskiem pszczelim.
 Ten Pan,który tu na fotografii, nie przepada za wypowiadaniem się na temat cudzych gotowych już serów. Nie łatwo więc uzyskać jego krytykę  na temat własnego wyrobu.
Nie skomentował więc, za to zeżarł mi prawie pół krążka.
Byłam uszczęśliwiona.
 Potem gładził, podrzucał i wąchał....
Krzysiu, dziękuję za Twoją wizytę i zapraszam na degustację kiedy serki będą miały ze 4 miesiące.

Nie mogę się jednak  doczekać mleka majowego, bardziej niż przebiśniegów czy kwiatów na jabłonce. Wtedy wiem, że wpadnę w serowarski szał.

Tym czasem usiłowałam kupić mleczną kozę... Na Kaszubach to istna  Mission Impossible. Choć piękna piosenka Kaszubska "Mój tata kłupił kłeza" mówi o pewnym do kóz zamiłowaniu, to jednak koza na Kaszubach oznacza biedę. Tym czasem, mleczna kózka potrafi kosztować już nie "trzy dydki" jak w piosence a nawet 200 zł. W dodatku, jak już znajdziesz taką, to na serki kozie ustawia się od razu kolejka. Mam więc nadzieję, że kózek na Kaszubach przybędzie i status tego zacnego zwierzęcia ulegnie zmianie. A jak mlecznej nie znajdę to kupimy sobie koźlęta, a co!